Pomiędzy operacjami (wrzesień2024, styczeń 2025) niewiele mogłem fizycznie cokolwiek, ale próbowałem i powoli udało mi się trochę zrobić. Starałem się maksymalnie wykorzystać moje ogranicznone możliwości. Wykonałem parę drobnych prac, przeczytałem pare książek oraz zrobiłem LRC.
Jak już byłem w stanie wejść do łódki zabrałem się za wstawienie forluka. Po dłuższych rozmyślaniach, gdzie go umiejscowić, zdecydowałem się na prawą stronę tuż przed wręgiem D. Kombinowałem w ten sposób, że wszystkie fały będą sprowadzane do kokpitu blisko osi jachtu, tak żeby uniknąć dodatkowch pokładowych bloczków kierunkowych. Kombinowałem też w ten sposób, że jak będę szedł na kolanach po pokładzie, to będę miał ten forluk między nogami – będę mógł się zapierać kolanami po każdej jego stronie – w zależności od potrzeby i warunków na wodzie. Kombinowałem także w ten sposób, że jak będę siedział w środku, na prawej koi, na przeciwko stolika nawigacyjnego, to będę mógł wystawić głowę na zewnątrz i zobaczyć widnokrąg w przestrzeni pomiędzy pokładem, a fokami. Jak to się sprawdzi w praktyce zweryfikuje nos.
Wycinanie tego co wcześniej samemu się zrobiło nadal jest dość emocjonujące…


Pokład jest jednak nierówny, znaczy łukowaty. Bez wyrównania nie da się szczelnie oprawić okienka. Konieczne było wykonanie sklejkowego blatu, który wraz z odpowiednią ilością żywicy będzie stanowił oparcie dla aluminiowej ramy.


Następnie zabrałem się za montaż wentylatora solarnego.

Wentylator umieszczony jest pomiędzy wręgiem D i E. Za ścianką działową tak by wymuszać cyrkulację powietrza w kabinie. Wentylator ma jakiś mały akumulatorek zasilany panelikiem solarnym. Może pracować w obie strony.

Odbiór prac zapalnowany był na sobotnie popołudnie. Tuż po spacerze.

Dział Kulturalny
Pod koniec listopada udało mi się wziąć udział w 13 Festiwalu Filmów Żeglarskich. Bardzo lubię tę imprezę. Dwa popołudnia w kinie, ciekawi ludzie, trochę humoru, trochę nostalgii ale przede wszystkim różnorodne żeglarstwo w obiektywie. W tym roku Dodo Delight i Kapitan Bob najbardziej rozruszyli (rozruszali i wzruszyli) publiczność.

Wracając do garażu – odrobina dalszych prac we wnętrzu łódki. Wycinanie otworów kolejnych bakist.




Wszystkie krawędzie zewnętrzne oraz otwory zostały wyfrezowane. We wnętrzu wszystkie elementy są gotowe do skręcenia i sklejenia. Brakuje odrobiny szlifowania i przygotowania powierzchni pod malowanie. Jeżeli prace teraz zaczną szybciej postępować to może jeszcze wygospodaruję czas na dodatkową przestrzeń w stoliku nawigacyjnym oraz na dopracowanie metody mocowania akumulatora. Tutaj sporo zależy od docelowego rozmiaru i jego wagi.
Przygotowałem też dwa koła ze sklejki – elementy samosteru wiatrowego.

W tym czasie wnętrze garażu ozdobiłem otrzymaną starą mapą morską. Akurat darczyńca wstrzelił się w obszar zainteresowań znaczy obszar długoterminowego planowania 😉

W garażu nie zawsze jest pięknie budyniowo i poukładane jak w pudełeczku. Oglądając różne budowy brakuje takich zdjęć z „pola walki” pokazujących jak to jest gdy zgubisz ołówek.

W temacie drobne zakupy:
- Zawiaski do niektórych klap bakist – klapy mają być na zawiaskach żeby nie fruwały po kabinie jak będzie źle – zawiaski miały mieć małowystający łącznik, taki żeby w rufę nie wchodziło podczas siedzenia,
- Wydłużone klapy bakist po lewej i prawej nie powinny opadać na grzebiącego w środku samotnego żeglarza – przypomniało mi się rozwiązanie jakie widziałem kiedyś na którejś z czarterowanych na Mazurach łódek. Sprężyny blokujące się po otworzeniu trzeba „złamać” żeby klapę zamknąć,
- 4x kipa szotów foka – zobaczymy czy to się sprawdzi,
- Żelastwo – niestety sporo waży – ucha do wpinania pasów bezpieczeństwa oraz talii grota 8mm. Duże ucho do zamocowania na dziobnicy, zastanawiam się czy to potrzebne. Śruby do mocowania obejmki na płetwy stabilizujące na rufie. Oka na tych śrubach posłużą do przymocowania liny gumowej.




W pracy nad budową mam małe postępy to chociaż zbiorę w tym miejscu trochę pozycji książkowych które wiążą się z żeglarstwem. Książki, które zainspirowały mnie do śmielszych marzeń ale i książki, które spełnienie tego marzenia mają ułatwić. Na początek ta druga grupa.
Książka pierwsza – kupiłem ją w momencie podjęcia decyzji o budowie Scorcha. Zaczynała dawać wyobrażenie o czym ja wogóle myślę. Sporo mapek poglądowych portów po obu stronach Oceanu oraz wiedza jak to zacząć planować na serio.
Książka druga – dostałem wyraźne polecenie od prawdziwego Kapitana, żebym nigdzie nie wypływał bez jej przeczytania.
Książka trzecia – perełka – jak to powiedział gość co mi ją polecił – to jest więcej warte niż niejedna praca doktorska. Fascynująca historia nawigacji morskiej i narzędzi do jej prowadzenia od laski Jakuba przez kompas do sekstantu. Masa anegdot i ciekawostek, a przy tym spora dawka wiedzy podana w sposób barwny i zajmujący. Nie znalazłem obecnych wydań. Kupiłem stare i już czytane. Nie straciła przez to na wartości. Z tej książki dowiedziałem się, że tam gdzie startuje SPA2025, w Sagres, powstał pierwszy na świecie instytut naukowy nawigacji założony przez Henryka Żeglarza.



Poniższe zdjęcie prezentuje mój obecny stan elektroniki cierpliwie kompletowanej na potrzeby rejsu.
- Ploter Simrad – kupiony używany po turbo okazyjnej cenie w komplecie z AIS em-track b923 zawierającym spliter antenowy,
- Radar detector,
- Stare radio VHF ręczniak – wraz z dodatkową baterią będzie w grabbagu,
- InReach mini 2 – używane – super fajne urządzenie.
- Radio Icom dwuczęściowe- patent polega na tym, że samo radio jest zamontowane nisko, gdzieś w bakiście, najlepiej blisko wyjścia kabla antenowego na maszt, a mikrofonogłośnik z całym sterowaniem wyświetlaczem i DSC wisi blisko zejściówki – pozwoli mi to korzystać z radia zarówno z kokpitu jak i z wnętrza,
- Dodatkowo elementy świetlne – lampka nad stolik nawigacyjny dająca światło białe i czerwone, lampka topowa biała 360 oraz oświetlenie kabinowe ze ściemniaczem i pamięcią ustawienia.
Na koniec tego wpisu pocztówka z Gdyni. Pod Dar Pomorza podjeżdżały kolejne ciężarówki z zaprowiantowaniem – pewnie szykował się ciekawy rejs. Zaraz na reje/perty weszli odważni pracować, ćwiczyć i pozować do zdjęć. Po zdaniu LRC chciałem się wśliznąć na pokład, ale mnie nie wpuścili.
Też zrobię sobie taką tabliczkę i będę ograniczał dostęp do pokładu Scorcha okolicznej gawiedzi.


Jak to napisał Konstruktor trzy dni temu – do startu jest siedem miesęcy ale „Jeszcze wszyscy mogą zdążyć i dobrze się przygotować. Jednak czasu do stracenia jest niewiele”
Mam zarezerwowane miejsce w NCŻ na wodowanie i stanie na wodzie. Blisko zatoki przy samym ujściu Wisły Śmiałej.
J.

Razem z ploterem w zestawie był transducer, sonda, sonar, który pozwala analizować to co dzieje się pod wodą. Pokazuje głębokość, rozpoznaje rodzaj podłoża ale widzi też czy coś pływa pod jachtem czy nie. Wcale nie było mi to potrzebne i nie myślałem żeby stać sie posiadaczem ale jak już jest… Myśl o tym, że łowię dorsze czy inne stwory podczas rejsu… Muszę spróbować ale jak?
<<<===
„When I grow up I want to be
one of the harvesters of the sea
I think before my days are done
I want to be a fisherman”